Inni Rosjanie


A. SZIROPAJEW



Referat, konferencja naukowo-praktyczna „Republika Nowogródzka. Ingria. Petersburg.”
(Petersburg, 25 lutego 2007 roku)



„Dieti sewiernogo wietra
I putiej jego bieskrajnich...”
Wadim Sztepa
(Dzieci wiatru Pólnocy
I jego szlaków się nie kończących...)

Imperialistyczna historiografia – tak carska, jak i radziecka i postradziecka – traktuje fenomen Republiki Nowogródzkiej jako niebezpieczną anomalię, niepokojącą pokusę, wskazówkę na możliwość INNEGO losu dla Rosjan. Permanentny wróg  numer 1 – Zachód – jak się okazuje jest tu, u nas, „wśród brzozek”, na równinie wschodnio-europejskiej, choć nawet tylko w postaci wspomnienia, widma. Nastraszniejsze dla apologetów Imperium Euroazjatyckiego jest to, że na tym Zachodzie żyli Rosjanie, byli szczęśliwi, wolni i bogaci, był to ich dom. Był to ROSYJSKI ZACHÓD. Jak się okazało, Rosjanie mogą żyć nie gorzej od Niemców czy Szwedów, bez „dostojewskości”, batowego „wizantyzmu” i „umom Rossiju nie poniat’” [„Nie da się Rosji zrozumieć”, wiersz rosyjskiego poety Fiodora Tiutczewa – tłum.]. I mogliby żyć tak do naszych czasów, gdyby wszyskto się stało inaczej, gdyby król Kazimierz zdążył przyjść z pomocą odważnej Marfie Boreckiej...     

Stosunek państwowych historyków do Republiki Nowogródzkeij jest taki samy, jaki jest stosunek Sowka do wyspy Krym w antyutopii Wasylija Aksenowa „Wyspa Krym”. I nawet tragiczny los Nowogróda Wielkiego jako zachowanej do czasu części domongołskiej Rusi przypomina fabułę powieści Aksenowa. Weźmy pod uwagę choćby takie szczegóły, jak promoskiewskie ugrupowanie w Nowogrodzie, które działało pod „patriotycznym” hasłem „Do Moskwy chcemy!”, i prosowiecki Związek Wspólnego Losu na wyspie Krym. Oczywiście, opisane przez kronikopisarzy „zjednoczenie” Nowogróda z Moskwą jako żywe przypomina „zjednoczenie” aksenowskiego Krymu z „Ojczyzną”: tępa i inertna megamaszyna Imperium niszczy samoistny, żywy i piękny świat, przerabiając go według własnego wzoru. Moskiewscy namiestnicy z ich aparatem urzędowym byli w Nowogrodzie tak samo dzikim zjawiskiem, jak komitety KPZR na „przyłączonej” wyspie Krym; moskiewscy żołnierze, którzy weszli do nowogródzkiej karczmy „przemyć gardło” zachowuja się tak samo, jak radzieccy komandosi, którzy w końcu powieści wpadli do bistro w Jałcie. Byli oni cudzoziemcami, mówiącymi w języku rosyjskim cudzoziemcami. Dookoła nich był obcy, lecz taki diabelsko pociągający świat. Świat, który kusił, rozkładał „moralno-ideowo”, budził fantazje o INNYM życiu, INNYM losie. O Wyborze. I dlatego ten świat skazany był na zagładę. Literacka wyspa Krym została oddzielona od reszty świata przez ciało wielkiego lotniskowca, a Nowogród kończył swoje życie kiedy z rozkazu Moskwy zamknięto handlowy dwór Hansy. Iwan III zamknął „okno do Europy”, które później znowu musiał otworzyć Piotr I, płacąc za to okropną, azjatycką „cenę”. Petersburg, który na początku planowano jako nowy imperialny Rzym, w rzeczywistości stał się reinkarnacją Nowogrodu Wielkiego, i właśnie w charakterze miasta hansejskiego coraz głośniej i wyrażniej proklamuje siebie.   

Tak, spór pomiędzy Moskwą a Nowogrodem jeszcze się nie kończył. Obraz rosyjskiego Zachodu pojawia się wtedy, kiedy Imperium po raz kolejny przeżywa kryzys i Rosjanie mają mozliwość znaleźć inną, bardziej organiczną formę istnienia historycznego. Myślę, że nie przez przypadek w 1991 roku ukazała się „centralistowska” książka doktora Ju.Aleksejewa „Do Moskwy chcemy. Schyłek bojarskiej republiki w Nowogrodzie” [bojarowie – ruska śriedniowieczna szlachta – tłum.], którą kupiłem w Muzeum Nowogródzkim. Oto fragment tej książki, przykład wieczystych paradygmatów państwa rosyjskiego – od książąt moskiewskich do prezydenta Putina: „Likwidacja wiecowego ustroju i rządu posadników [posadnik – najwyższe stanowisko w republice Nowogródzkiej w 11-15 ww.; posadnika obierano przez bojarów na wiecu – tłum.] w Nowogrodzie połączona była z gruntowną przebudową zarządu pogostów [jednostka administracyjna w północno-zachodniej Rusi – tłum.] nowogródzkich – od tego czasu wołosti [mniejsze jednostki administracyjne w Rusi – tłum.] i wsie były rządzone jak w „ziemi Nizowskiej”. Oznaczało to podporządkowanie administracji pogostów nie przedstawicielom centralnej władzy nowogródzkiej, lecz LUDZIOM, POWOŁANYM NA TE STANOWISKA Z MOSKWY. Oto stąd idzie tradycją pionowej linii władzy, która jak pal wbija w glebę różnorodność i niepodległość starych ziem ruskich (można tu również przytoczyć przykład powojennych Prus Wschodnich, które za kilka lat przekształcono w typową radziecką prowincję).

Jasne, dlaczego „Wiec Nowogródzki-2007”, który odbył się w styczniu tego roku, wywołał taką ostrą reakcję ze strony apologetów totalitaryzmu. Zobaczyli, że poprzez nas najstarsza ruska wolność, sama Ruś nareszcie wezwała na pojedynek ich „historyczną Rosję” – jak to trafnie określił Piotr Chomiakow – imperilaistyczną antynarodową maszynę. Sztandar starej wolności znów wzbija się w powietrze!  

I słudzy państwa znów wołają naczelników, znów ślą donosy: Borys Mieżujew wzywa „wypchnąć Ruś do podziemia”, a znany pisarz i historyk Włodzimierz Karpiec, demaskując „national orangism”, pisze: „Uważamy, że państwem naszym zawładnęła totalna zdrada, od góry do dołu; potrzebujemy stosowania adekwatnych śródków”. Słyszycie to? ŚRODKÓW! Ciekawe, jakie to są środki? Nowa krwawa łaźnia w stylu opriczników Iwana Groźnego? Sąd nad „dywersantami i szpiegami” na pokaz? Cóż, pisarze-partrioci zawsze mówią o stosowaniu „adekwatnych śródków” wobec „wrogów narodu” i „najemników Zachodu”. Jak tam powiedział Sołżenicyn o pisarzu Gorkim, który odwiedził łagry Sołowieckie? „OGPU ramię w ramię z literaturą rosyjską”?

Apologeci niewolnictwa nie brzydzą się nawet stosowaniem argumentów „rasowych”. Patrioci-imperialiści przedstawiają Rosjan przyrodzonymi, genetycznymi niewolnikami. Naprzykład, W.Karpiec pisze, że „większość Rosjan ma ugro-fińską, turecką i mongołską krew, która powoduje stosunki społeczne typu „dominacja-podporządkowanie”. „Inni Rosjanie” – to tylko fantazje inteligentów Sziropajewa i Pożarskiego”.  

Nie, to nie są fantazje, choćby dlatego, że Sziropajew, Pożarski, Sztepa, Chomiakow istnieją w rzeczywistości. Nie są oni wyjątkiem z reguły. Byli kiedyś dziarscy nowogródzcy uszkujnicy [uszkujnicy – w Nowogrodzie członkowie zbrojnych drużyn – tłum.], była Marfa Posadnica. Byli Stepan Razin i Aleksander Antonow, który nie tak dawno temu, w latach 1920-1921, utworzył niedaleko Moskwy, na ziemi Tambowskiej prawdziwą republikę chłopską pod hasłem „W walce zdobędziesz swoje prawa!”. Byli Andrzej Kurbski i Andrzej Własow, ktrózy, będąc częścią Systemu, potrafili dokonać ruskiego Wyboru, budząc nienawiść pól-Tatarzyna Groźnego i Gruzina Stalina. Byli dumni Pomorowie i wolni Kozacy z ich wieczystym brakiem zamiłownia do urzędowego Centrum. Byli zacięci poganie i płomienni sektanci, zbiegli chłopi pańszczyźniani i bogemni poeci, cała ta żywiołowa, narodowa Ruś, alternatywa „Rosji historycznej” z jej mitologią niewolnictwa, stworzonej przez inteligentów cerkiewno-patriotycznych, często nie-Rosjan z pochodzenia.

Michał Pożarski powiedział kiedyś, że istnieją „Rosja azjatycka” i „Rosja europejska” (nazywam ją Rusią). Ja uważam, że istnieją dwa naroda rosyjskich. Są to dwie różne formy naszej historii, dwa różnych psychotypa. Różnią sie jak Sowok i wyspa Krym. Jeden rosyjski naród jest mięsem armatnim Imperium, a inny przez całe życie „głuszył dziarskością szum moskiewski”. Jeden męczy się, zadając sobie pytanie: „Jestem istotą drżącą czy prawo mam?” [F.Dostojewski – tłum.], inny zaś śmiało odpowiada „PRAWO – MAM”. I takich – innych – Rosjan jest coraz więcej. W niewiadomy sposób ich stwarza żywy nadal duch wolności nowogródzkiej. Formuje się nowe samouświadomienie, a nawet nowa tradycja etniczna. I kończy się to powstaniem dwu nowych, różnych państw – Rosji i Rusi. Różnych z pochodzenia, z formy i treści. I ten drugi kraj będzie nawet większy od pierwszego – ruskie ziemi, które mogą stworzyć Konfederację Ruską, przeciągają się od brzegów Bałtyka do Władywostoka. Będzie to nie jedna Ruś, lecz wiele różnych Rusi, tzn. Wielorusie, przypominające policentryczną domoskiewską Ruś, w skład której wchodziły samoistne i niezależne subjekty.

Warto podkreślić, że właśnie północny Zachód, Petersburg, niosące charyzmę Republiki Nowogródzkiej, z geopolitycznego punktu widzenia bliskie krajom Hansy, mogą zainicjować ten proces. Najważniejsze jest zrozumienie tego, że my, „dzieci wiatru Północy”, możemy tworzyć nie tylko historię, lecz i świat.

Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Włodzimierz Choziński




Рейтинг@Mail.ru Яндекс.Метрика